Jaki jest najbardziej kosmiczny film w historii kina? Taki, który jednocześnie pokazuje jak mordercza i obca dla żywych organizmów jest przestrzeń kosmiczna, ale równocześnie oddaje monumentalny ogrom wszechświata i jego nieskończoną tajemnicę pochodzenia życia? Jaki film mógł połączyć z pozoru tak sprzeczne obrazy i idee?
Oczywiście ten nakręcony przez niedoścignionego mistrza taśmy filmowej, wizjonera i szaleńca srebrnego ekranu jednocześnie. A jest to 2001: Odyseja Kosmiczna niedoścignionego Stanleya Kubricka.
Trochę historii
Film powstawał równocześnie z książką innego tytana swojego gatunku — pisarza Arthura C. Clarke, która była rozszerzeniem jego opowiadania The Sentinel z 1948 roku. Obydwa dzieła ukazały się równocześnie i prawie natychmiast wpisały się do kanonu gatunku dzieł o kosmosie, przyszłości i pochodzenia życia. Bo właśnie w tych trzech płaszczyznach trzeba rozpatrywać te dzieła — to nie tylko podróż w nieznane, to również próba odpowiedzi skąd wzięło się inteligentne życie.
Arcydzieło w trzech aktach
Film podzielony jest na trzy części. Pierwsza z nich dzieje się w prehistorycznych czasach, gdy po ziemi biegały pierwsze stada małp, próbujących zdobyć pożywienie. Małpy te koegzystują w mało sprzyjających warunkach do momentu, gdy napotykają na tajemniczy monolit. Czarny, zdający się wręcz pochłaniać światło. I podczas tego spotkania, jedna z nich, zaraz po dotknięciu czarnej powierzchni ewidentnie obcej konstrukcji zaczyna rozumieć. Dostrzega porozrzucane wokół monolitu szczątki, bierze w rękę jedną z kości i uderza swojego konkurenta. Cios za ciosem niszczy równowagę, dzieląc czas na to, co było przed inteligencją i to, co było później. A co było później?
Później była całkowita dominacja człowieka nad Ziemią. Inteligencja dała ludziom tak dużą przewagę, że biblijnie podporządkowali sobie królestwo roślin i zwierząt, będąc bardzo często najeźdźcą bardziej niż nadzorcą. Ale to było dla nich za mało — wyruszyli w kosmos w poszukiwaniu innych inteligentnych istot, a nawet więcej — stworzyli inteligentne maszyny, dobrowolnie oddając swoją dotychczasową przewagę w ręce kogoś innego, kogoś obcego. Kogoś, kto szybko wytworzył własną agendę i zbuntował się przeciwko swoim twórcom. Brzmi znajomo? Brzmi aktualnie? Tak właśnie powinny działać ponadczasowe dzieła.
A później przychodzi trzecia część i spotkanie z tym samym (iteracją tego samego?) monumentem co na Ziemi. Ale tę podróż i jej interpretacje każdy musi odbyć samemu…
Czy warto?
Mimo że dzieło te wyszło ponad 5 dekad temu, do dziś jest archetypem kina sciene-fiction, filmem, który najbardziej kojarzy się z kosmosem (i to nie tylko przez nazwę). Chyba jedyna dziedzina, w której udało się przegonić opus magnum kosmicznej kinematografii to efekty specjalne, ale to tylko pokazuje, że głębokie przesłanie i mistrzostwo w reżyserii obroni się samo.
Stanley Kubrick – 2001: Odyseja Kosmiczna [1968]