Czym jest upcycling i zero waste design? Jak dać drugie życie ubraniom, które w innym wypadku trafiłyby na śmietnik? Jak i czy zmieniają się nasze nawyki zakupowe? O tym i o innych rzeczach rozmawialiśmy z Sandrą Skórką, polską projektantką, która przebojem wdarła się do świata mody.
Bartosz Filipowicz: Powiedz na początek, kim jesteś i czym się zajmujesz.
Sandra Skórka: Nazywam się Sandra Skórka i jestem projektantką mody. Modą zrównoważoną zajmuję się od około trzech lat – liczę ten okres od ukończenia studiów na Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi i stworzenia kolekcji
dyplomowej.
Już podczas pracy nad dyplomem korzystałam z materiałów deadstockowych, choć wtedy nie myślałam jeszcze o tym w kategoriach upcyclingu. Niedługo po studiach wzięłam udział w konkursie Designers Play Sustain, którego założeniem było stworzenie kolekcji w stu procentach z rzeczy pochodzących z drugiego obiegu. Postanowiłam spróbować i przygotować kolekcję opartą wyłącznie na istniejących już ubraniach.
Było to dla mnie duże wyzwanie, ale ostatecznie udało mi się wygrać konkurs. To doświadczenie w zasadzie wyznaczyło kierunek, w którym realizuję się zawodowo. Kolejne lata przyniosły następne konkursy i wyróżnienia, między innymi udział w Off Fashion, Radom Fashion Show czy w finale konkursu organizowanego pod patronatem Gucci.
W pewnym momencie zrozumiałam, że upcycling nie jest tylko ciekawą metodą projektowania, ale odpowiedzią na realny problem. Branża mody należy do jednej z najbardziej obciążających środowisko gałęzi przemysłu, a jednocześnie generuje ogromne ilości odpadów tekstylnych. Wiele z tych materiałów ma jednak bardzo wysoką jakość i zasługuje na drugie życie.
Dziś większość moich kolekcji powstaje właśnie z materiałów pochodzących z drugiego obiegu lub z tkanin deadstockowych. Są to materiały pozostałe po dużych produkcjach – często niewielkie partie wysokogatunkowych tkanin, które nie zostały wykorzystane przez producentów. Dzięki temu można pracować na świetnych jakościowo materiałach, jednocześnie ograniczając ilość odpadów.

Przemysł tekstylny odpowiada za około 8–10% globalnych emisji dwutlenku węgla, a także za około 20% zanieczyszczonej wody. Jednocześnie do recyklingu trafia mniej niż jeden procent zużytej odzieży. Jak dużym problemem jest dziś fast fashion?
Fast fashion jest ogromnym problemem, ale coraz częściej mówi się już o zjawisku ultra fast fashion, które stanowi jeszcze większe wyzwanie.
Czyli?
W przypadku fast fashion nowe kolekcje pojawiają się co kilka tygodni. Ultra fast fashion działa znacznie szybciej – nowe modele trafiają do sprzedaży praktycznie każdego dnia. Platformy tego typu potrafią wprowadzać tysiące nowych produktów w bardzo krótkim czasie.
Czyli można powiedzieć, że to fast fashion na sterydach?
Dokładnie tak. Co ciekawe, młodzi konsumenci coraz częściej deklarują, że zależy im na modzie zrównoważonej i zakupach z drugiego obiegu. Jednocześnie to właśnie wśród nich najszybciej rośnie popularność marek działających w modelu ultra fast fashion.
Deklaracje to jedno, a codzienne wybory drugie…
Niestety tak. Świadomość problemu rośnie, ale nie zawsze przekłada się na nawyki zakupowe. Wiele osób zdaje sobie sprawę z negatywnego wpływu fast fashion na środowisko, jednak nadal ulega impulsowym zakupom.
Wspomniałaś o świadomości konsumenckiej. Zastanawiam się jednak, na ile problem fast fashion jest związany z samym modelem gospodarczym. Mam wrażenie, że współczesny rynek odzieżowy jest bardzo mocno napędzany przez zysk, a troska o środowisko często schodzi na dalszy plan. Czy te dwa elementy da się dziś w ogóle rozdzielić?
To bardzo trudne. Duże firmy modowe funkcjonują przede wszystkim jako przedsiębiorstwa nastawione na wynik finansowy. Nawet jeśli deklarują troskę o środowisko czy odpowiedzialność społeczną, ostateczne decyzje najczęściej podejmowane są z perspektywy biznesowej. Z rozmów ze znajomymi pracującymi w branży wiem, że w wielu firmach kluczową rolę odgrywa dyrektor finansowy. To właśnie względy ekonomiczne często decydują o kierunku rozwoju marki, skali produkcji czy wyborze materiałów.
Z drugiej strony istnieje też bardziej artystyczny wymiar mody, o którym czasem się zapomina. Patrząc na twoje projekty, mam wrażenie, że właśnie ten aspekt jest dla ciebie bardzo ważny.
Zdecydowanie. Wspominałam już, że obecnie jedynie niewielki procent ubrań poddawany jest recyklingowi lub upcyclingowi. Działam więc w bardzo niszowej części rynku.
Jednocześnie zależy mi na tym, aby ubranie miało charakter i historię. Nie interesuje mnie tworzenie rzeczy, które po jednym sezonie trafiają na dno szafy. Dlatego bardzo często inspiruję się sztuką. Uważam, że sztuka jest znacznie bardziej ponadczasowa niż trendy.
Oczywiście śledzę prognozy trendów i obserwuję kierunki rozwoju rynku, ale nie projektuję w oparciu o sezonowe mody. Znacznie bliższe są mi inspiracje płynące ze sztuki, natury czy otaczających nas struktur. Obecnie szczególnie interesują mnie polscy artyści, ale równie często inspirację znajduję w przyrodzie. Dzięki temu moje projekty pozostają aktualne niezależnie od sezonu.

Ta inspiracja sztuką widoczna jest także w samym procesie tworzenia. Wiele elementów wykonujesz ręcznie, prawda?
Tak. W niemal każdej kolekcji pojawiają się ręcznie malowane marynarki czy garnitury. Bazuję przy tym na ubraniach pochodzących z drugiego obiegu. Wybieram przede wszystkim rzeczy wykonane z wysokiej jakości materiałów naturalnych, takich jak wełna czy jedwab.
To dla mnie bardzo ważne. Sam upcycling nie wystarczy, jeśli pracujemy na materiałach, które w dalszym ciągu negatywnie wpływają na środowisko. Dlatego unikam poliestru i innych tworzyw syntetycznych. Nawet jeśli pochodzą z odzysku, podczas prania uwalniają mikroplastik do wody. Pracując na materiałach naturalnych, mogę połączyć ideę ponownego wykorzystania z troską o jakość i trwałość produktu.
Przypomina mi się scena z filmu „Śniadanie na Plutonie”, w której bohater przerabia zwykły mundurek szkolny w małe dzieło sztuki. Zastanawiam się, czy właśnie taki kierunek – indywidualizacja i niepowtarzalność – może być przyszłością mody?
Myślę, że już dziś obserwujemy takie zjawisko. Projekty, które tworzę, są unikatowe. Nawet jeśli wykonam dwa podobne egzemplarze, nigdy nie będą identyczne, ponieważ wiele elementów powstaje ręcznie. Dla części klientów ma to ogromne znaczenie. Chcą posiadać coś wyjątkowego, coś stworzonego specjalnie dla nich. Nie interesuje ich ubranie, które można spotkać na dziesiątkach innych osób.
Coraz więcej ludzi szuka rzeczy indywidualnych, wyróżniających się i niosących określoną historię. To właśnie daje moda tworzona w duchu upcyclingu.

Skoro tak często używamy tego pojęcia, warto je uporządkować. Czym właściwie jest upcycling?
Najprościej mówiąc, jest to twórcze wykorzystanie materiałów pochodzących z drugiego obiegu. Mogą to być ubrania, ale również różnego rodzaju tekstylia, na przykład zasłony czy tkaniny użytkowe. Bardzo często są to materiały znacznie lepszej jakości niż te, które dominują obecnie na rynku. Jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu odzież produkowano głównie z włókien naturalnych, dlatego wiele rzeczy vintage zachowało wysoką jakość do dziś. Co ważne, takich materiałów mamy ogromne ilości. Upcycling pozwala wykorzystać istniejące zasoby zamiast produkować kolejne.
A skala problemu jest ogromna. Europa każdego roku eksportuje tysiące ton używanej odzieży do krajów Globalnego Południa. Jednym z najbardziej znanych przykładów jest pustynia Atakama, gdzie powstają ogromne składowiska ubrań. Czy upcycling może realnie ograniczyć ten problem?
Coraz więcej młodych projektantów decyduje się na tworzenie kolekcji z materiałów pochodzących z drugiego obiegu i to zdecydowanie pozytywny kierunek. Wierzę, że świadomość będzie tylko rosła, a wraz z nią liczba projektów opartych na upcyclingu. Trzeba jednak pamiętać, że w skali globalnej jest to wciąż nisza. Sama branża nie rozwiąże problemu nadprodukcji, ale może pokazywać alternatywne modele działania.
A jak postrzegasz rosnącą popularność second handów? Z jednej strony zakupy z drugiego obiegu stają się coraz bardziej modne, z drugiej pojawiają się osoby, które uczyniły z wyszukiwania ubrań biznes.
Sam trend kupowania w second handach oceniam bardzo pozytywnie. W takich miejscach można znaleźć prawdziwe perełki i rzeczy o jakości, której często trudno szukać w nowych kolekcjach.
Rzeczywiście, wraz ze wzrostem popularności rynku pojawili się również sprzedawcy specjalizujący się w wyszukiwaniu i odsprzedaży ubrań. Dla wielu osób odbiera to część przyjemności związanej z samodzielnym odkrywaniem wyjątkowych rzeczy.
Z drugiej strony warto spojrzeć na to szerzej. Nie każdy ma czas, cierpliwość albo ochotę spędzać godziny na przeglądaniu wieszaków. Platformy vintage czy sprzedawcy specjalizujący się w selekcji odzieży sprawiają, że wysokiej jakości ubrania trafiają do osób, które inaczej prawdopodobnie nigdy by po nie nie sięgnęły.
Jak większość zjawisk, ma to więc zarówno swoje zalety, jak i wady.
Wspomniałaś o perełkach. Co najczęściej masz na myśli?
Przede wszystkim rzeczy vintage oraz ubrania marek, które nie są łatwo dostępne w Polsce. Czasami wystarczy spojrzeć na metkę, żeby odkryć naprawdę wyjątkowy projekt albo markę, o której wcześniej nigdy się nie słyszało. To właśnie ten element poszukiwania sprawia, że zakupy w second handach są dla wielu osób tak fascynujące.
Jednocześnie obserwuję pewną niepokojącą zmianę. W ciągu ostatnich kilku lat second handy coraz częściej wypełniają się ubraniami pochodzącymi z segmentu ultra fast fashion. To pokazuje, jak ogromna jest dziś skala produkcji taniej odzieży.
Skoro mówimy o zakupach z drugiego obiegu, nie sposób pominąć Vinted i podobnych platform. Jak wpłynęły one na sposób kupowania ubrań?
Bardzo mocno zmieniły cały proces zakupowy. Coraz więcej osób przed zakupem nowej rzeczy sprawdza najpierw, czy nie znajdzie jej na platformie sprzedaży używanej odzieży. To również miejsce, gdzie można znaleźć ubrania vintage, pojedyncze egzemplarze ciekawych marek czy rzeczy niedostępne już w regularnej sprzedaży. Dzięki temu użytkownicy nie szukają wyłącznie oszczędności, ale coraz częściej również oryginalności.
Mam wrażenie, że dla wielu osób takie platformy stały się sposobem na bardziej świadome budowanie garderoby. Łatwiej znaleźć tam coś wyjątkowego niż w sieciówce, gdzie tysiące osób kupują dokładnie ten sam produkt.

Chciałbym zapytać jeszcze o pojęcie zero waste design. Na czym to polega?
Zero waste to podejście zakładające maksymalne wykorzystanie materiału i ograniczenie ilości odpadów do minimum. W praktyce stworzenie projektu całkowicie pozbawionego odpadów jest bardzo trudne, szczególnie w branży odzieżowej. Niemal zawsze pozostają jakieś ścinki lub fragmenty materiału.
W swoich projektach staram się wykorzystywać również odpady poprodukcyjne, między innymi skrawki skóry pozyskane od kaletników. Tworzę z nich dekoracyjne kompozycje i aplikacje, często inspirowane motywami roślinnymi. Zdarza się, że udaje mi się wykorzystać niemal każdy fragment materiału, ale wymaga to znacznie więcej czasu, planowania i pracy niż standardowa produkcja.
W gastronomii kilka lat temu również bardzo dużo mówiło się o idei zero waste. Część firm wykorzystywała ją jako element marketingu, a potem moda na nią po prostu minęła. Co zrobić, żeby podobny los nie spotkał mody cyrkularnej?
Kluczowa jest edukacja. Bez niej żadne zmiany nie będą trwałe. Musimy uczyć świadomej konsumpcji już od najmłodszych lat. Chodzi nie tylko o odpowiedzialne zakupy, ale również o sposób myślenia o rzeczach, które już posiadamy. Zanim coś wyrzucimy, warto zastanowić się, czy można to sprzedać, oddać komuś innemu albo wykorzystać w nowy sposób.
Moda cyrkularna nie zaczyna się na etapie projektowania. Zaczyna się od decyzji podejmowanych każdego dnia przez
konsumentów.
A czy projektowanie w duchu zrównoważonej mody ogranicza kreatywność, czy wręcz przeciwnie – rozwija ją?
Dla mnie jest przede wszystkim wyzwaniem, ale bardzo twórczym. Na studiach uczyłam się klasycznego procesu projektowego: najpierw szkic, później konstrukcja, dobór materiału i realizacja projektu. W przypadku upcyclingu ten proces często wygląda odwrotnie. Zdarza się, że najpierw znajduję wyjątkową rzecz – marynarkę, płaszcz czy fragment materiału – a dopiero później buduję wokół niej całą koncepcję projektu. To wymaga większej elastyczności i otwartości na niespodziewane rozwiązania. Często właśnie przypadek staje się źródłem najlepszych pomysłów. Znaleziona rzecz potrafi całkowicie zmienić kierunek kolekcji i otworzyć możliwości, których wcześniej nie brałam pod uwagę.
Wspomniałaś już o tym, że projektowanie w duchu upcyclingu wymaga innego sposobu myślenia. Mam wrażenie, że w takim procesie jest też więcej miejsca na przypadek i eksperyment…
Zdecydowanie. W klasycznym projektowaniu wszystko jest zwykle bardzo dokładnie zaplanowane. Powstaje koncepcja, następnie projekt, a później realizacja. W przypadku upcyclingu proces jest znacznie bardziej otwarty. Często trafiam na rzecz, która sama w sobie staje się inspiracją. Może to być wyjątkowa marynarka, nietypowa tkanina albo element garderoby o interesującej konstrukcji. Wówczas projekt zaczyna rozwijać się wokół tego znaleziska.
To sprawia, że kolekcja pozostaje żywa niemal do samego końca. Nawet tuż przed pokazem zdarza mi się wprowadzać
zmiany, jeśli znajdę coś, co idealnie wpisuje się w jej koncepcję.
Czyli proces projektowy trwa właściwie przez cały okres powstawania kolekcji.
Dokładnie. Nie kończy się na etapie szkicu. Cały czas ewoluuje wraz z materiałami, które znajduję, i pomysłami, które
pojawiają się po drodze. To wymaga większej elastyczności, ale jednocześnie daje ogromną swobodę twórczą.

Brzmi tak, jakby było to nawet bardziej rozwijające niż projektowanie według utartych schematów.
Myślę, że tak. Szczególnie wtedy, gdy pracuję z dekonstrukcją istniejących ubrań. Często podczas rozkładania i ponownego składania elementów powstają formy, których prawdopodobnie nigdy nie zaprojektowałabym od zera. Materiał zaczyna podpowiadać rozwiązania. Niekiedy wystarczy zmienić kierunek cięcia albo przesunąć szew, by uzyskać zupełnie nową formę. W takich momentach pojawiają się najbardziej interesujące efekty.
Wielu artystów mówi, że przypadek bywa najlepszym doradcą. Mam wrażenie, że w twojej pracy odgrywa podobną rolę.
Zdecydowanie. Oczywiście za każdym projektem stoi konkretny zamysł, ale warto pozostawić przestrzeń na odkrywanie nowych rozwiązań. Czasami to właśnie nieplanowane elementy okazują się najciekawsze.
Czy masz ulubionych projektantów lub marki, które wyróżniają się podejściem opartym na upcyclingu i zrównoważonej modzie?
Szczerze mówiąc, nie mam jednego projektanta, którego śledziłabym regularnie i traktowała jako wzór. Bardziej inspirują mnie pojedyncze realizacje i konkretne projekty niż pełne nazwiska.
Zauważam natomiast, że coraz więcej dużych marek zaczyna dostrzegać potencjał upcyclingu. Dobrym przykładem są Prada czy Miu Miu, które w ostatnich sezonach prezentowały kolekcje tworzone z materiałów i produktów zalegających wcześniej w magazynach. To pokazuje, że nawet największe domy mody zaczynają traktować ten temat poważnie.
A czy takie takie kolekcje są droższe od standardowych linii?
Tak, ale wynika to również z procesu produkcji. Upcycling wymaga znacznie większego nakładu pracy. Każdy element trzeba przeanalizować, dopasować, często przebudować od podstaw. To zupełnie inny model działania niż produkcja seryjna. W pewnym sensie każda rzecz staje się projektem indywidualnym.
Przejdźmy do pojęcia mody cyrkularnej. Coraz częściej pojawia się ono w dyskusjach o przyszłości branży, ale nie zawsze wiadomo, co dokładnie oznacza.
Moda cyrkularna jest szerszym pojęciem niż sam upcycling. Obejmuje cały sposób myślenia o projektowaniu, produkcji i użytkowaniu odzieży. Jednym z jej filarów jest oczywiście wykorzystywanie materiałów pochodzących z drugiego obiegu.
Drugim są tkaniny deadstockowe, czyli niewykorzystane materiały pozostające po produkcji przemysłowej. Dla mnie bardzo ważnym elementem mody cyrkularnej jest również świadomy wybór surowców. Uważam, że trudno mówić o prawdziwej cyrkularności, jeśli projekt opiera się na materiałach syntetycznych.
Czyli przede wszystkim włókna naturalne?
Tak. Wełna, len, jedwab czy bawełna są znacznie bliższe idei zrównoważonej produkcji niż poliester. Są one korzystniejsze zarówno dla środowiska, jak i dla osób, które później noszą gotowe ubrania.

Czyli moda cyrkularna to nie tylko sposób produkcji, ale również sposób myślenia o całym cyklu życia produktu.
Dokładnie. Chodzi o projektowanie w taki sposób, aby ubranie służyło jak najdłużej, mogło zostać ponownie wykorzystane, przetworzone lub otrzymać nowe życie zamiast trafiać na wysypisko. To filozofia odpowiedzialności za cały proces, od materiału aż po dalsze losy gotowego produktu.
Na koniec chciałbym zapytać o twoje aktualne projekty. Nad czym obecnie pracujesz?
Niedawno wróciłam z Nowego Jorku, gdzie odbyła się premiera mojej najnowszej kolekcji. To dla mnie bardzo ważny projekt, zarówno pod względem artystycznym, jak i zawodowym. Kolekcja została zainspirowana twórczością polskiego artysty Stanisława Wyspiańskiego i składała się z dwunastu sylwetek damskich. Od początku zakładałam jednak, że będzie miała dwa uzupełniające się segmenty – damski i męski.
Ze względu na charakter wydarzenia w Nowym Jorku prezentowaliśmy wyłącznie sylwetki damskie, dlatego pierwsza część
projektu została przygotowana właśnie w takiej formie.
Czyli to jeszcze nie jest zamknięta historia?
Zdecydowanie nie. Obecnie pracuję nad męską częścią tej samej kolekcji. To naturalna kontynuacja projektu, którą miałam zaplanowaną od początku. Chcę rozwinąć idee i motywy obecne w premierowej odsłonie, jednocześnie dostosowując je do mody męskiej. Mam nadzieję, że premiera tej części odbędzie się jesienią.
Brzmi bardzo ambitnie. A czy udział w wydarzeniach zagranicznych zmienia sposób patrzenia na własną twórczość?
Na pewno daje szerszą perspektywę. Można zobaczyć, jak funkcjonuje moda w innych krajach, jakie tematy są aktualnie ważne i w jaki sposób odbierane są projekty związane ze zrównoważonym projektowaniem. Jednocześnie utwierdza mnie to w przekonaniu, że warto rozwijać własny język twórczy i konsekwentnie podążać swoją drogą. Coraz więcej osób interesuje się modą odpowiedzialną, ale jednocześnie poszukuje projektów, które mają charakter, emocje i indywidualny wymiar.

I chyba właśnie to jest najbardziej interesujące w twojej pracy – połączenie odpowiedzialności środowiskowej ze sztuką i rzemiosłem.
Bardzo mi miło to słyszeć. Dla mnie te elementy są nierozłączne. Zależy mi na tym, żeby tworzyć rzeczy wartościowe nie tylko pod względem estetycznym, ale również etycznym i środowiskowym.
Wierzę, że moda może być piękna, oryginalna i jednocześnie bardziej odpowiedzialna.
Tego ci w takim razie życzę. Bardzo dziękuję za rozmowę. Do zobaczenia podczas Future Frombork Festival.
Do zobaczenia i zapraszam.