A gdyby tak (momentami trochę bezduszną) muzykę elektroniczną trochę uduchowić? Ale nie w stronę rejsów po religijnych akwenach z Arką Noego (z jednej strony), ani nie w stronę szalonych, psy transowych, kosmicznych eskapad, w których domenę zielonych ludków odwiedza się na mocnych tripach DMT (z drugiej). Gdyby tak wywołać duchy lasu ze starych, śląskich ostępów, gdyby poprosić by spróbowały odnaleźć się w świecie dzisiejszej muzyki, by spróbowały nawiązać dialog z dźwiękami wygenerowanymi komputerowo (a więc z założenia bezdusznymi) albo zsamplowanymi kawałkami polskiej muzyki czy filmografii? Co by powstało?
Nie wiemy, ale zakładamy, że stałoby bardzo blisko Etnobotanik.
Etnobotanika to (dość tajemniczy) duet ze śląska, który kilka lat temu przebojem wdarł się na klubowe i festiwalowe sceny w Polsce. Nie dokonał tego na plecach żadnego hitu, kontrowersji czy zgrabnie przeprowadzonej kampanii marketingowej. Zrobił to raczej dzięki swojej błyskotliwej, oryginalnej i przy okazji bardzo wpadającej w ucho wizji muzycznej. Wizji, która nie pozwala przejść obok nich obojętnie, która raz usłyszana pulsuje gdzieś w środku, siedzi w głębi i nie puszcza, prawie jakby duchy, które zaprosili do swoich kawałków odciskały jakieś piętno na duszy słuchacza. Pulsujący rytm polskiej nostalgii, który nie chce zamilknąć.
Punktów wyjścia dla brzmienia na pewno było kilka. Słuchać tutaj zarówno sporo oldschoolowego house (nie mającego nic wspólnego z przebojowym EDH, którego teraz pełno), którego jednostajny, hipnotyzujący rytm unosi się nad kompozycjami. Pełnego dźwięków ze starego keyboardu CASIO, który stał w każdej piwnicy. Słychać trochę ambientu i downtempo, które wbrew pędzącemu na złamanie karku światu próbują wyciszyć słuchacza, pozwolić, żeby zaczerpnął oddechu. Jest też wszechobecny sampling, dialogi ze starych polskich filmów, seriali, które triggerują nostalgię każdego, dużego dziecka lat 90′, a także nawiązania do jazzu jak zsamplowane dźwięki saksofonu. Jak smakuje ta mieszanka? Wybornie.
Chłopaki zaczęli karierę od świetnie przyjętego krążka wydanego w 2020 roku – „Fruwający Przestępca”. Uderzyli dokładnie w ten sweet spot nostalgii, który ściska cię w dołku, gdy przypomnisz sobie piękne lata dzieciństwa. Album pełen jest dźwięków natury (szum fal bałtyckiego morza albo śpiew ptaków pomiędzy wolno płynącymi, elektronicznymi dźwiękami – coś wspaniałego), melancholijnych, elektronicznych pasaży, wolno i jednostajnie pulsującego rytmu lekko wygładzonej stopy i bardzo delikatnych dźwięków reszty perkusji. Do tego melodie, z jednej strony lekkie i przyjemne, z drugie podszyte czymś więcej niż pustą rozrywką. Płyta to istna machina czasu, którą można płynnie poruszać się pomiędzy różnymi rejonami nostalgii.
Duet poszedł za ciosem i 3 lata później wydał następny long-play, czyli „Leśne Duchy”. Album jeszcze bardziej postawił na polską duchologię czyli na Polskę rozdartą między komunistyczną przeszłością, a nowym, wdzierającym się nieudolnie kapitalizmem. Zapach kaset VHS i kolorowych magazynów z kiosku, wielkie blokowiska sąsiadujące z lasami, wyblakłe reklamy i sypiące się szyldy), Dzieciaki wychowane w latach 90′ doskonale znają ten klimat, ale i innym, młodszym pokoleniom łatwo odnaleźć się w tym niepowtarzalnym, a jednak dziwnie znajomym stanie zawieszenia. Dodając do tego trochę śląskiego, leśnego folkloru dostaliśmy dojrzałą, piękną płytę, do której chce się wracać tak często, jak myślami do lat naszego dzieciństwa.
Trzecia płyta to już podróż w kosmos, a więc bliżej tematycznie do naszego festiwalu, chociaż tutaj też próżno szukać futurystycznych dźwięków podkręconych przez programy do tworzenia muzyki. Kosmos z płyty „Kosmobotanika” z 2025 roku jest nasz, swojski, trochę jak z Akademii Pana Kleksa, a trochę jak z „Przygód Pilota Pirxa” albo „Bajek Robotów” Stanisława Lema. Kosmos tutaj to przytulne wnętrza statków kosmicznych wypełnionych kolorowymi diodami, dywanami i klawiaturami z wystającymi przyciskami. Kosmos na tej płycie to ekscytująca wyprawa w nieznane, ale swojskie, nasze nieznane. To retro-futuryzm w najlepszym wydaniu.
W zeszłym roku Etnobotanika zakończyła festiwal wspaniałym występem w murach restaurowanego właśnie kościoła, a dźwięki ich setu idealnie zlały się z architekturą tak bardzo w Polsce znajomą, tak mocno w nas zakorzenioną. Nie może ich więcej zabraknąć także w tym roku – a jak będzie wyglądał ich koncert? O tym przekonacie się sami na Future Frombork Festival.