Co by było gdyby – pytanie od tysiącleci nurtuje artystów, filozofów, naukowców i myślicieli. Takie same pytanie postawili sobie twórcy jednego z najlepszych, wychodzących ciągle seriali o kosmosie – For All Mankind, którego sezon piąty właśnie doszedł do półmetka.
I chociaż najnowsza część nie zbiera już tak entuzjastycznych ocen jak wcześniejsze odsłony, to fabuła rozpisana na ponad 50 lat alternatywnej historii podboju kosmosu poraża swoim rozmachem, dbałością o szczegóły i przede wszystkim – umiejętnością przewidywania. A zamysł jest prosty i genialny zarazem – no właśnie, co by było gdyby…
W alternatywnej (ale bardzo nam bliskiej) wizji historii to nie amerykanie pierwsi stawiają stopę na srebrnym globie. ZSRR w tajemnicy przed resztą świata wysuwa się na prowadzenie w kosmicznym wyścigu i o kilka miesięcy wyprzedza USA i to Alexei Leonov wykonuje wiekopomny, mały krok dla człowieka, a wielki dla ludzkości, nie wypowiadając przy tym słynnej maksymy Neila Armstronga, ponieważ nie jednostka ma być w centrum tych wydarzeń, a wspólne działania kolektywu komunistycznego. Jakie są tego następstwa? Wyścig kosmiczny nie skończył się wraz z lądowaniem na księżycu bo wiadomo – jak amerykanie mogliby przegrać – a przez to eksploracja kosmosu nie zatrzymała się w latach 70′ tylko przyśpieszyła, jasno rysując linię sporu stron Żelaznej Kurtyny.
A, no i komunizm nie upadł. Ale po kolei!
Sezon 1 – lata siedemdziesiąte i wyścig kosmiczny, który dopiero nabiera rozpędu
Pierwsza sezon to świat tuż po szoku, jaki wywołało zwycięstwo Alexei Leonov. NASA nie zostaje rozwiązana ani zepchnięta na margines – wręcz przeciwnie, dostaje nowe życie jako narzędzie odzyskiwania prestiżu. Historia skupia się na rozbudowie programu księżycowego i pierwszych próbach stworzenia trwałej obecności człowieka poza Ziemią. Ideologicznie to czas mobilizacji: państwo znów ma cel, a propaganda paliwo. Społecznie najciekawsze jest jednak to, że przyspieszenie wyścigu kosmicznego wymusza zmiany, które w naszej rzeczywistości przyszły później lub wcale – większą obecność kobiet w programie astronautycznym, redefinicję ról społecznych i początek bardziej inkluzywnej narracji o „amerykańskim śnie”. Kosmos staje się polem walki nie tylko technologicznej, ale i kulturowej.
Sezon 2 – lata osiemdziesiąte i militaryzacja przestrzeni kosmicznej
W drugim sezonie For All Mankind – czyli dekadę później – napięcie nie maleje, tylko wręcz przeciwnie – eskaluje. Księżyc przestaje być tylko symbolem, a zaczyna pełnić funkcję strategiczną. Twórcy serialu pokazują tutaj, jak cienka jest granica między eksploracją a militaryzacją przestrzeni kosmicznej. Ideologicznie to apogeum zimnowojennej paranoi: kosmos jest tutaj kolejnym frontem, a każdy ruch przeciwnika może oznaczać katastrofę własnego obozu politycznego. Widać skutki długotrwałej, intensywnej rywalizacji na Ziemi – społeczeństwa żyją w stanie permanentnego napięcia, a rozwój technologii coraz mocniej splata się z przemysłem zbrojeniowym. Jednocześnie pojawia się pytanie: czy postęp napędzany strachem jest jeszcze postępem, czy już tylko bezmyślnym wyścigiem bez mety?
Sezon 3 – lata dziewięćdziesiąte i narodziny kosmicznego kapitalizmu
Trzecia odsłona For All Mankind przenosi akcję na nowy cel – Marsa – ale równie ważna jak sama planeta jest zmiana reguł gry. Do rywalizacji państw dołączają podmioty prywatne, a kosmos zaczyna przypominać Dziki Zachód w wersji high-tech. Ideologicznie to odejście od czysto państwowego wyścigu na rzecz mieszanki interesów publicznych i prywatnych. Kapitalizm wkracza tam, gdzie wcześniej dominowała polityka. Rodzi to oczywiście nowe napięcia: kto tak naprawdę „posiada” kosmos? Czy jest on wspólnym dobrem ludzkości, czy kolejnym rynkiem do zagospodarowania? Serial zaczyna tu najmocniej zadawać pytania o etykę postępu i granice ekspansji człowieka a nie samą zasadność wyścigu kosmicznych zbrojeń.
Sezon 4 – początek XXI wieku i codzienność na Marsie
Czwarty sezon to świat, w którym kosmos nie jest już wyjątkiem, lecz częścią gospodarki i życia społecznego. Mars przestaje być marzeniem – staje się miejscem pracy, konfliktów i… rutyny. Ideologicznie mamy do czynienia z pełną normalizacją ekspansji: wielkie idee ustępują miejsca pragmatyzmowi, kontraktom i polityce korporacyjnej. Co istotne, Mars zaczyna odzwierciedlać problemy Ziemi – nierówności, walkę o zasoby, napięcia między pracownikami a zarządzającymi. Społecznie to chyba najbardziej gorzka część historii: okazuje się, że nawet w nowym świecie człowiek zabiera ze sobą stare schematy. Postęp technologiczny nie oznacza automatycznie postępu społecznego. Pojawiają się też pierwsze ruchy separatystyczne a niektórzy internauci żartują wręcz – czy to nie jest przypadkiem wstęp do serialu Expanse (o nim opowiemy w innym artykule w przyszłości).
Bohaterowie, którzy zostają
…i to dosłownie, bo niektóre postaci widzimy przez wszystkie sezony i to w najróżniejszych konfiguracjach profesjonalno-politycznych. Z jednej strony jest to atut serii, bo zżywamy się z bohaterami widząc ich progres (i regres) wraz z następnymi dekadami na karku, a jednocześnie sprawia to, że całość wydaje się trochę mniej realistyczna, a na realizm postawiono tu ogromny nacisk. Zarówno problemy techniczne w kosmosie, polityczne reperkusje decyzji bohaterów, ruchy społeczne wokół programów kosmicznego podboju jak i po prostu zwykłe życie z konkretnych epok przedstawione są tutaj z ogromną dbałością o szczegóły.
Warto też wspomnieć o miłym polskim akcencie – w obsadzie, w roli szefa rosyjskiego programu kosmicznego Sergeia Orestovicha Nikulova gra nie kto inny jak Piotr Adamczyk. I jest to rola, która czasem zapiera dech w piersi!
Jest to jedna z tych epopei, po które na prawdę warto sięgnąć, i to nie tylko jeśli się ma chwilę wolnego czasu. Więc może na majówkę?…