Od Reykjaviku po Frombork. Nanook of the North zapowiadają trzeci album

Od Reykjaviku po Frombork. Nanook of the North zapowiadają trzeci album

Nanook of the North dojrzewał w tle – bez pośpiechu, między kolejnymi solowymi krokami i równoległymi projektami. To, co zaczęło się od jednego wspólnego grania, z czasem zamieniło się w stały punkt odniesienia: miejsce, do którego Piotr Kaliński i Stefan Wesołowski wracają, kiedy chcą mówić tym samym głosem.

W międzyczasie każdy z nich działał na własny rachunek. Wesołowski wypuścił świetnie przyjęte „Song of the Night Mists” (Unheard Of Hope, 2025) i dopisał kolejne rozdziały do swojej filmowej drogi, tworząc muzykę do produkcji HBO: „Zabić Miss” oraz „Przesmyk”. Kaliński także nie zwalniał tempa – z Hinode Tapes nagrał trzeci krążek „ITA” (Instant Classic, 2025), balansując pomiędzy ambientową delikatnością a jazzową improwizacją. Do współpracy nad albumem zaprosił japońskiego kontrabasistę Hirokiego Chibę, a ich wspólny język nadał temu materiałowi świeży, wyraźny puls.

Teraz duet znów wychodzi na pierwszy plan. W rozmowie z Wojciechem Krasowskim muzycy uchylają rąbka tajemnicy na temat trzeciego albumu Nanook of the North – projektu, który mieliśmy okazję gościć podczas pierwszej edycji Future Frombork Festival.

Za Wami bardzo intensywny i udany rok. Każdy z Was wydał świetnie przyjęte albumy, a do tego były koncerty, wyjazdy i sporo pozytywnego zamieszania wokół Waszych projektów. Jak w takim natłoku codziennej pracy objawia się chęć stworzenia jeszcze jednego materiału – choćby dla Nanook of the North? Że po tych wszystkich pobocznych drogach znów naturalnie spotykacie się w jednym punkcie?

Stefan: Sama współpraca przychodzi nam już dość naturalnie i beznapięciowo. Nie jest obarczona żadnym brzemieniem konieczności, więc kiedy spotykamy się w pracy, to trochę tak, jakbyśmy spotykali się czysto towarzysko. Inna sprawa, że czasem trochę trwa, zanim uda nam się wszystkie szkice oraz pomysły złożyć do kupy i skonstruować z tego pełnoprawny, spójny i satysfakcjonujący dla każdego z nas materiał.

Piotr: Na ten projekt mam specjalne miejsce w swoim życiu. Jest to projekt epizodyczny, ale bardzo ważny. Nie zawsze jest to najłatwiejsza i przystępna muzyka, więc na moment tworzenia musi przypadać specyficzna aura i timing. Ale samo spotkanie jest zupełnie naturalne i jest rodzajem naszej artystycznej rozmowy, którą prowadzimy w przyjaźni – nie tylko muzycznej – ze sobą już ponad dekadę.

Jak wygląda u Was początek pracy nad albumem? Co najczęściej jest zapalnikiem? Koncept, konkretny motyw przyniesiony do studia, a może brzmienie lub gość, wokół którego zaczynacie budować całość? Macie jakiś modus operandi czy za każdym razem oddajecie się w ręce przypadku?

Stefan: Nie wiem, co na ten temat uważa Piotrek, ale wydaje mi się, że więź z naturą jest jakiegoś rodzaju rdzeniem projektu, była nim na samym początku i pozostała do teraz. Natomiast to, jakiego wymiaru to nabierze, to trochę kwestia przypadku, zewnętrznych okoliczności, spontanicznych decyzji.

Piotr: Projekt od początku ma pewien koncept, a jest nim natura, jej potęga, mrok i siła, piękno i majestat. Nie bez powodu wszystkie trzy płyty nagrywaliśmy w środku zimy, projekt kojarzy mi się z zaśnieżonym krajobrazem podczas sesji. Oczywiście nie jest to opowieść dosłowna, ale NOTN niezbyt zajmował się zagadnieniami stricte ludzkimi, konkretnymi pojęciami, raczej abstrakcyjną narracją powiązaną z naturą, przyrodą, Kosmosem. Z tego powodu utwory często nie mają tytułów, lecz po prostu numeracje.

Możecie już zdradzić, wokół jakiego tematu zaczyna się układać materiał na trzecią płytę?

Stefan: Możemy chyba zdradzić, że album będzie nosił nazwę „Luna” i dotyka Kosmosu.

Piotr: Tak, ale też jestem silnie związany z Warmią – nadal mocno dziką i nieujarzmioną, nieco zapomnianą i posiadającą odnawialny „wieczny początek” (cytując genialną książkę Beaty Szady o tym samym tytule), gdzie ten Kosmos lata temu dosłownie stykał się z codziennością. Na przykład w wiosce, w której mam dom, wielokrotnie bywał Mikołaj Kopernik. To dla mnie niesamowite, że patrzymy na niebo w tym samym miejscu, co on. Ale w zupełnie innych czasach, założeniach i stanie wiedzy. Wracając do Warmii, porusza mnie też historia tego miejsca w latach 40. XX wieku. Książka „Nazwy, których nikt już nie wymienia” Marion Dönhoff dokładnie porusza ten temat idyllicznej przyrody przeciętej brutalnie historią nazizmu i stalinizmu. Zniknięcia wielowiekowej narracji, pozostawienia krainy de facto przyrodzie.

Wasz debiut nagrywaliście na Islandii, w studiu należącym do Ólafura Arnaldsa, drugi – w okowach mrozu w wiosce na północy Polski. Lokalizacja ma dla Was jakieś szczególne znaczenie podczas rejestrowania materiału czy to raczej kwestia drugorzędna?

Stefan: Na pewno ma ogromny wpływ na brzmienie, na muzyczne decyzje, a nawet na przebieg improwizacji, a więc finalnie na to, jaki rodzi się album. Zresztą my świadomie wystawiamy się na zewnętrzne bodźce, żeby w nie do końca przewidywalny sposób uruchamiały nas twórczo.

Piotr: Bardzo. Nie wyobrażam sobie nagrywania płyty NOTN w sterylnym studiu w jakimś dużym mieście w środku lata.     

A czy Frombork – jego przestrzeń i energia festiwalu – zadziałały na Was podobnie? Na przykład inspirując lub porządkując coś w szkicach nowego materiału?

Piotr: Tak, na potrzeby tego interesującego wydarzenia powstał szkic albumu „Luna”. Zagraliśmy go w gotyckiej przestrzeni, ciekawie korespondowało to z surowością materiału. Sama idea jest mi osobiście bardzo bliska. Warmia to dla mnie magiczna, tajemnicza kraina i nie ukrywam, że zagranie koncertu dosłownie na grobie Kopernika zrobiło na mnie silne wrażenie. Trzymam kciuki za kolejne edycje, bo działania FFF wydają mi się nietuzinkowe i potrzebne.

Stefan: Frombork jest świetnym i inspirującym miejscem. Człowiek ma wrażenie, że da się tam jeszcze zobaczyć odcisk buta Kopernika. Może dlatego, że ciągle nie uderzają tam dzikie tłumy. A jednak ma ogromną historię. I budzi odczucie, jakby czas się tam zatrzymał.

Więcej postów z Sztuka